Organizacja pożegnania mojego męża, Jana Frycza, była przedsięwzięciem wyjątkowym pod wieloma względami. Pogrzeb miał charakter państwowy, z asystą honorową, uczestniczyli w nim przedstawiciele świata kultury, oficjalni goście, media oraz bardzo wiele osób, które przyszły pożegnać Janka. Uroczystość odbywała się w dwóch miejscach – w Domu Pożegnań na Powązkach Wojskowych, a następnie na Starych Powązkach, gdzie złożona została urna. Dzisiaj, patrząc na to wszystko już z pewnego dystansu, mam ogromną wdzięczność dla Domu Pogrzebowego Służew za sposób, w jaki przeprowadzono mnie przez przygotowania i sam dzień pożegnania. Dom Pożegnań został przygotowany pięknie, z wielkim wyczuciem i bez niepotrzebnego przepychu. Rodzinne fotografie i przygotowane z nich kolaże nadały temu miejscu bardzo osobisty charakter. Równie starannie przygotowano miejsce pochówku na Starych Powązkach – grób i całą oprawę złożenia urny. Zadbano także o zaplecze organizacyjne i techniczne związane z obecnością mediów, transmisją TVP oraz telebimem dla osób pozostających na zewnątrz. Pracownicy Domu Służew byli obecni przez cały czas, dyskretnie czuwając, aby wszystko przebiegło zgodnie z planem. Osobne i szczególne podziękowanie kieruję do Pani Edyty Gałkowskiej, która od pierwszych dni przygotowań była dla mnie osobą, do której mogłam zwrócić się właściwie z każdą sprawą. Koordynowała współpracę z autorem ceremonii pożegnalnej, mediami i osobami odpowiedzialnymi za kwestie techniczne, zajmowała się rodzinnymi fotografiami i wystrojem Domu Pożegnań, a jednocześnie przez cały ten czas pozostawała niezwykle uważna na mnie i moje potrzeby. Pani Edyta ma rzadką umiejętność łączenia ogromnej sprawności organizacyjnej z taktem, spokojem i prawdziwą ludzką wrażliwością. Wiedziała, kiedy trzeba szybko podjąć decyzję i coś załatwić, kiedy coś podpowiedzieć, a kiedy po prostu dyskretnie być obok. Wraz ze swoimi współpracownikami traktowała swoją pracę nie jak usługę do wykonania, lecz jak szczególną misję wobec osoby odchodzącej i jej najbliższych. Chciałabym wspomnieć również Panią Kasię z biura firmy przy Starych Powązkach. Nie znam niestety jej nazwiska, ale doskonale pamiętam jej życzliwość, delikatność i wrażliwość na to, co w tamtych dniach przeżywałam. Takie spotkania i takie drobne, ludzkie gesty pozostają w pamięci na długo. To właśnie dzięki Pani Edycie i całemu zespołowi w dniu pożegnania Janka nie musiałam już pilnować organizacji ani zastanawiać się, czy wszystko zostało dopięte. Wiedziałam, że zostało. Mogłam być po prostu żoną, która żegna swojego męża. I chyba za to jestem Pani Edycie oraz wszystkim osobom z Domu Pogrzebowego Służew, które otoczyły mnie w tych dniach opieką, najbardziej wdzięczna. Małgorzata Frycz